Powinniśmy nauczyć się wybaczać samym sobie


Na tej ulicy Katowic są same bary, szybkie żarcie i knajpy. Zabijany przez słońce siedzę na ogródku jednej z nich, pijąc schłodzony na kość sok pomarańczowy. Uwielbiam go. Patrzę na ludzi. Obserwuję. Pociąg odjeżdża dopiero za godzinę. Mam czas. Idą skąpo ubrane nastolatki z mocno upiętymi szortami na swoich pośladkach. Myślę czy to dobrze czy źle, że tak podkreślają swoje kształty. Wiesz… te wszystkie społeczne spory, że się nie szanują i tak dalej. Nie dochodzę do jednego wniosku. Z jednej strony dobrze, bo kobiety, wszystkie (nawet te grubsze) zaczęły nabierać jakiejś odwagi i nie kryją się z tym jakie są. Poczucie kobiecości, pewności swojego ciała urosło w kobietach ostatnimi laty bardzo wysoko i po prostu nauczyły się to wykorzystywać póki są młode i piękne. A nasz naturalny, ludzki odruch to podziwiać piękno.
Z drugiej strony jako przyszły ojciec (kiedyś, kiedyś, kiedyś) jednak nie chciałbym żeby moja córka… sam wiesz… Ale to chyba kwestia włączenia się ojcowskiego instynktu. Teraz mi taka moda nie przeszkadza.
Siedzę. Obserwuję. Do mojego stołu dosiada się starsza o kilka lat ode mnie kobieta i mówi, że mnie kojarzy. Mówię, że gram dla Realu Madryt. Ona się śmieje. Po chwili dodaje, że już mnie pamięta i że lubi czytać moje teksty. To cholernie miłe i rzadko spotykane. Dziękuję, odpowiadam.
Mówi, że jednak piszę czasami za ostro. Kiwam głową, bo nie chce mi się użerać, bronić, tłumaczyć. Niech sobie myśli co chce. Nazywa się Michalina i właśnie poznaję jej historię życia. Wolałbym poznać historię pomarańczy, z których zrobiony jest mój sok. A gdybym tak zaczął jej słuchać, myślę. Gdybym się zainteresował może okazałaby się jedną z tych kobiet z którymi warto spędzić te wszystkie nieprzespane noce, wypić litry wina na dachach, zjeść dziesiątki pikników na polu, a gdy będzie jakiś zgrzyt to najzwyczajniej w świecie porzucalibyśmy w siebie talerzami. Wpadają mi do głowy myśli jak bardzo jednak w życiu ważna jest ta druga osoba obok. I nie popadajmy w skrajny romantyzm, bo nie mowa tu o tej jedynej, wyśpiewanej do baśniowej żaby osobie, która nocą pojawi się z magicznym pyłem obok nas w łóżku. Takie wrażenia można załatwić magiczną pigułką. Wiesz… tu nawet nie chodzi już o odskocznie do niej od tłumu. Ale rodzina to jednak największa wartość. Twoja żona, mąż, dzieci, cała reszta. Dlatego uważam, że propagowanie hasła „Bóg, honor, ojczyzna” nie jest dobre i trzeba je zamienić ja jedno, krótkie słowo „Rodzina”. Dlaczego?

Bóg
Jeśli twojej matce przyłożą broń do skroni wyrzekniesz się każdego Boga w jakiego wierzyłeś, wierzysz lub będziesz wierzył.
No chyba, że się nie wyrzekniesz…
Wtedy dziwne byłoby, że poświęcasz życie rodzicielki dla czegoś, czego nigdy nie widziałeś, nie słyszałeś, nie dotknąłeś…

Honor
Jeśli przyłożyłbym twojemu dziecku piłę do nóżek zrobiłbyś najbardziej upokarzającą rzecz, którą bym ci kazał zrobić żeby uratować zdrowie dziecka. Twój honor poszedłby się wtedy jebać.
No chyba, że wolałbyś się unieść dumą.

Ojczyzna
Gdybyś miał do wyboru co za pstryknięciem palców znika, ojczyzna czy twoja żona/mąż z dziećmi, co byś wybrał? Coś, co jest tylko rzeczą umowną na mapie, czy kogoś z kim masz najsilniejszą więź jaka może istnieć?
No chyba, że twój przerośnięty patriotyzm wziąłby górę.

Te wszystkie wojny, bitwy pokazywały i pokazują jak ważna dla ludzi jest ich rodzina. Mężczyzna walczył w priorytecie o to żeby do jego Marysieńki nie podszedł ze swoimi łapami Niemiec, Rusek itd. Dopiero gdzieś w tyle swojej głowy walczył o kraj. Chyba, że to jego kraj był jego Marysieńką, bo w domu nikt na niego nie czekał… wtedy sprawa wyglądała inaczej.
Jesteśmy w stanie zabijać za naszych bliskich, dlatego trzeba ich dobrze dobierać (tych, których można). A nie płakać nad pierdołami, bo chłoptaś nie odpisał na facebook’u, a mentalna dziewczynka zgrywa fochy.
Lepiej poczekać i mieć kogoś obok siebie za kogo jesteśmy w stanie ścinać łby, niż dla kogo w zemście jak dzieci blokujemy mu dostęp do naszego konta na snapie, Instagramie, fejsie itp.
Michalina dalej mówi. O swoich znajomych, że ma ich mało i że w ogóle to chyba z nią coś jest nie tak, bo unika ilości znajomych liczonych w setkach.
Mimo, że przemawiam do różnych publiczności nie należę do ekstrawertyków.
Uważam, że ekstrawertyzm jest na pokaz, ponieważ…
…każdy ma swój świat do którego ucieka przed bandą toksycznych ludzi. A każdy jest toksyczny, bo wszyscy chcą wysypać na nas trochę swoich problemów, męczących pytań. Tylko, że jednych tolerujemy, a innych nie. Tolerujemy tych, którzy najpierw posypią nas swoimi bolączkami, ale zaraz potem zapytają „A ty jak się trzymasz?”. Dla tego pytania jesteśmy w stanie przecierpieć jego żale. Przeczekać. I potem zasypywać go naszymi.
A człowiek choćby nie wiadomo jakby nienawidził reszty rasy ludzkiej, musi czasami wymienić poglądy, pomysły z innymi.
Dlatego irytuje mnie, że introwertyzm jest postrzegany jak jakaś choroba, zacofanie…
Nie musisz być duszą towarzystwa. Z tego nie ma żadnych profitów. Żyj tak jak ci wygodnie.
Nie musisz się sztucznie uśmiechać żeby zrobić komuś przyjemność. Jeśli ci się coś nie podoba to to przemilcz żeby się nie użerać z tymi, którzy mogą na ciebie naskoczyć… nie warto. A zapytany o zdanie przyznaj, że się nie zgadzasz i że jest to (pomysł, strój…) beznadziejne.
Powinniśmy nauczyć się wybaczać samym sobie głupotę, że staraliśmy się wkleić do układanki pt. „Otoczenie” i cieszyć się tym jacy jesteśmy.
Czas uciekać. Michalina mówi dalej. Nie wiem co, bo nie słucham.
Kolejny chaos myśli minął.
Pociąg ruszył.
Za oknem w końcu zaczął padać deszcz.

Komentarze (1)

  1. No kurcze… Kawał dobrego pisania. Wyraźny progres. Aż się boję, co będzie za rok. Już wiem, co będzie. Będę się chwalić, że jestem Twoim znajomym. Chyba, ze walniesz focha i wyrzucisz mnie z fejsa 🙂 Pozdrawiam Michalinę. Jakkolwiek ma na imię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *