George Junius Stinney – najmłodszy skazany na śmierć w XXw.

Rok 1944. Lincze na czarnych, po których wszystko białym uchodziło na sucho skończyły się, jednak rasizm cały czas wisiał w powietrzu Karoliny Południowej, jak smród gnijącego ciała kota, które rozkłada się gdzieś w pobliżu nas, i którego znaleźć nie możemy.
Miasteczko Alcolu przecinały tory, dzielące 4000 mieszkańców rasowo: na stronę białą i czarną. Rzadko zdarzało się, żeby ktoś z części białej pojawiał się w tej drugiej, którą uznawaną za gorszą. Każda strona miała swój kościół, swoje sklepy, szkoły i place zabaw. Formalnie jedna miejscowość, w rzeczywistości dwa osobne światy pełne pól kukurydzy i plantacji bawełny. W Alcolu najwięcej miejsc pracy było w tamtejszych młynach i tartakach. W jednym z nich pracował George senior, który po ciężkiej robocie wracał do ledwo stojącego, drewnianego domu, gdzie czekała na niego rodzina.
Stinneyowie byli ubodzy. Nawet gdyby chcieli, nie mieli po co zapuszczać się w zadbaną stronę miasta, po drogie i eksluzywne towary. Cieszyli się tym, co mieli, a mieli przede wszystkim siebie: Aime Stinney (mama), George Stinney, Sr. (tata), bracia John (17 l.) i Charles (12 l.), siostry Katherine (10 l.) i Aime (7 l.) oraz czternastoletni George Junius Stinney Jr., który przeszedł do historii w sposób, w jaki nikt z nas przejść by nie chciał.

Dziwny chłopiec

“Wrażliwy”; takim słowem określała go rodzina, lecz otoczenie miało George’a Juniusa Stinneya za zupełnie inne dziecko. W szkole często wdawał się w bójki, a w jednej z nich, dziewczynę, z którą się przepychał, drasnął nożem. W 2014 roku, jedna z białych kobiet, która pamiętała George’a z dzieciństwa, powiedziała, że ten groził zamordowaniem jej, jak i jej przyjaciela, oraz że w lokalnym środowisku w ogóle był znany jako tyran. Na tym etapie historii nasuwa mi się pytanie: kiedy człowiek staje się tyranem? Nie mam na myśli konkretnego dnia, ani wieku, tylko sam fakt bycia tak nazwanym przez kogoś. Czy w oczach jednej osoby możemy być kimś o niewłaściwym zachowywaniu się, będąc autorytetem lub po prostu normalnym człowiekiem dla drugiej osoby? Gdzie jest granica przeobrażenia się lub byciem przeobrażonym przez kogoś w tyrana?

Kwiatki

23 marca 1944r.
Betty June Binnicker (11 l.) i jej koleżanka Mary Emma Thames (7 l.) błąkają się na rowerach po Alcolu, szukając kwiatów do zrobienia pięknego bukietu. Mijają ich wiele, ale żadne nie są na tyle wspaniałe, by bukiet z nich uznać za ten najlepszy w okolicy, a może i w całym stanie. Mijają posesję Stinneyów i zauważają na niej George’a oraz jego siostrę Aime, którzy pasą krowy. Zatrzymują się i pytają ich, czy nie wiedzą gdzie można znaleźć passion flowers(eng.) lub inaczej Passiflora, czyli kwiatów, których piękna angielska nazwa po polsku ochydnie brzmi jako Męczennice. Nie wiadomo jak dokładnie brzmiała odpowiedź, ani jak długo trwała rozmowa. Najprawdopodobniej były to sekundy, dzieci rozstały się i zapomniały o tym, że w ogóle się widziały.
Nadchodził wieczór. Alcolu zasypiało powoli. Ludzie z ogrodów, pól i ganków wracali do domów, dziewczynki na rowerach natomiast, do swoich domów nie wróciły.

Betty June Binnicker i Mary Emma Thames

Coś wielkości młotka

Poszukiwania Betty i Mary trwały całą noc. Obie strony miasta połączyły siły, i trzymając się za ręce szły przez pola, lasy oraz najciemniejsze kąty najciemniejszych dróg. Szedł nawet George Stinney Senior. Alcolu biło jednak echem. Napięta atmosfera robiła się coraz ciaśniejsza. Panika i rozpacz rodziny zaginionych najbardziej udzielała się wszystkim białym. W ich podświadomości podsycały się przekonania o tym, że czarni to rasa zezwierzęcona, i że to ona ma coś wspólnego ze zniknięciem dziewczynek.
Rankiem następnego dnia (24.03) Betty i Mary zostały znalezione przy torach, w rowie pełnym błota po “czarnej stronie miasta”. Ich głowy zostały zmasakrowane tępym narzędziem, którego końcówka musiała być wielkości młotka. Świadczyły o tym kształty i rozmiary obrażeń.
Czaszki został przebite“, mówił raport lekarza sądowego, który stwierdził również, że młodsza dziewczynka nie miała na sobie śladów wykorzystania seksualnego. Części intymne starszej były jednak lekko posiniaczone.

Areszt i dochodzenie

George Stinney i jego starszy brat Johnny jeszcze w dzień odnalezienia zwłok, zostali aresztowani pod zarzutem morderstwa dziewczynek. Razem w areszcie długo nie posiedzieli, bo Johnny’ego wypuszczono po kilku godzinach. George Jr. od tej pory musiał siedzieć sam, w chłodnych murach celi. Sam dosłownie, ponieważ nie pozwolono mu zobaczyć rodziców, aż do jego rozprawy i wyroku.
W sprawozdaniu oficera (H.S. Newman), który aresztował George’a, czytamy:

“To ja aresztowałem chłopca o imieniu George Stinney. Wyznał mi, gdzie znaleźć kawał 15-calowego żelaza [którym miał zabić – przp. autora tekstu]. Powiedział, że schował go do rowu, sześć stóp od roweru.”

Najciekawsze jest jednak to, że żadne oświadczenie podpisane przez Stinneya nie istnieje.

Cała ta sytuacja okazała się być jak zaciśnięta pętla na szyi rodziny Stinneyów. George senior został zwolniony z tartaku, i wraz z żoną i resztą dzieci musiał od razu wyprowadzić się ze swojego lichego domu, gdyż ten należał do jego pracodawcy.
81 dni trwała rozłąka rodziny i chłopca, którego pozwano o morderstwo bez żadnych dowodów, a jedynym czynnikiem, który założył mu kajdanki na nadgarstki, było to, że dzień przed znalezieniem ofiar, widziano go z nimi podczas krótkiej rozmowy o kwiatkach. Przez te prawie 3 miesiące George Jr. zobaczył rodziców raz. Cały ten okres znajdował się w więzieniu w Kolumbii, 80 kilometrów od Alcolu, na wypadek, gdyby lokalna społeczność, bądź ktokolwiek chciał go zlinczować. Cóż za ironia. To tak, jakby kat głaskał skazańca po głowie, którą za chwilę mu zetnie,
Stinney był przesłuchiwany sam. Nie miał obok rodziców lub adwokata. Została tym zachowaniem złamana szósta poprawka konstytucji Stanów Zjednoczonych, zapewniająca pomoc prawną w trakcie postępowania karnego.

Sprawa rozwijała się w szybkim tempie, bo przecież gdy nie masz na coś dowodów, to tworzysz dowody lub ich unikasz. Czternastolatek dostał od sądu obrońcę; początkującego prawnika, który zajmował się podatkami. Prawnik ten nazywał się Charles Plowden, który niezbyt zainteresował się słowami trzech oficerów policji, którzy uznali, że George im się do obu morderstw przyznał, chociaż nie mieli na jego przyznanie się do winy żadnego tzw. papierka.
Charles Plowden nie interesował się również faktem, że każdy z tych oficerów przedstawia inną wersję sytuacji, w której to miało dojść do przyznania się George’a do zarzutów. Nie starał się doszukiwać świadków. Nie odwoływał się od decyzji sądu, mówiąc, że “to nie ma sensu, bo Stinneyowie i tak nie mają pieniędzy na obronę“. Nie podjął również działań, gdy dowiedział się, że George w trakcie przesłuchań (podczas których bardzo możliwe, że był torturowany) przedstawił dwie wersje jego spotkania z Betty i Mary. Nie trzeba być obiektywnym w tej sprawie, żeby widzieć, na jak bardzo wyssane z palca one brzmią. Jedna z nich mówi, że chłopiec został zaatakowany przez dziewczynki, kiedy próbował innej (trzeciej) pomóc wyjść z rowu, do którego wpadła, i zabił je w obronie własnej. W drugiej wersji mówi, że poszedł za dziewczynkami do lasu i najpierw zabił Mary, a potem Betty. Nie ma jednak żadnego fizycznego związku (śladów krwi, jakichkolwiek odcisków) między George’m, a morderstwem. Nie ma nawet żadnego nagrania lub spisania jego zeznań na sądowych formularzach.
Zeznania chłopca niby-mordercy były sobie po prostu w przestrzeni, nie wiadomo skąd się wzięły, ale wszysyc mieli w nie uwierzyć, i co najgorsze – biała większość chciała w nie uwierzyć, i to wystarczyło dla sądu oraz dla prokuratora. Wystarczyło to również gubernatorowi, który odrzucał później prośbę czarnych o ułaskawienie chłopca. Ci pisali do niego prośby, argumentując, że za podobny czyn, w tym samym stanie inny chłopiec (szesnastolatek) był łagodniej skazany. Gubernator jednak startował w wyborach i nie chciał tracić głosów białych, pokazując im, jak lituje się nad czarnym nastolatkiem. George, będąc na językach wszystkich, trafia do “więziennego domu śmierci“.

George Junius Stinney, trzeci o lewej, wchodzi do tzw. więziennego domu śmierci w Kolumbii. (Jimmy Price/Columbia Record)

Rozprawa, wyrok i jego wykonanie

Wszyscy przysięgli byli biali. Białe było również 1000 osób, które w dzień rozprawy rozpychało ściany sądu. Czarnych nie wpuszczano.
Stinneyowie, kościoły i NAACP (Krajowe Stowarzyszenie na Rzecz Popierania Ludności Kolorowej) próbowało jeszcze swoich sił, a raczej bezsilności u gubernatora Olin’a D. Johnstona. Czarna brać wznosiła prośby o ułaskawienie czternastoletniego George’a. Ten jednak odpowiedział im ostatecznie, że proces będzie trwał, i że

…ciekawe może się okazać dla Waszej świadomości, że Stinney zabił mniejszą dziewczynę, by zgwałcić większą. Potem zabił większą dziewczynę i zgwałcił jej martwe ciało. Dwadzieścia minut później wrócił i próbował ją ponownie zgwałcić, ale jej ciało było już zbyt zimne. [George] Wszystko to sam przyznał.

Słowa te jednak nie znajdowały potwierdzenia z raporcie lekarza sądowego.

Przysięgli dyskutowali tylko dziesięć minut. Chwilę potem został padł wyrok: winny.
Dwie godziny później sala egzekucji była wypełniona białą publiką, również dziećmi.
George Junius Stinney zapłakany stanął przed krzesłem elektrycznym. W rękach ściskał Biblię. Chłopiec był tak mały (155cm, 40kg), że trudno było na nim zapiąć pasy. Kazano mu więc położyć Biblię na krześle, i na niej usiąść. Nałożono na niego za dużą maskę, którą nakładano przy egzekucjach dorosłych skazańców
i uderzono pierwszym przepływem 2,400 wolt.
Maska spadła. Wszyscy widzieli jego załzawione oczy i ślinę wyciekającą kątem ust.
Egzekucję dokończono w grymasach obrzydzenia. Dzieci były przerażone.

George został stracony 16 czerwca o 19:30, a jego ostatnim życzeniem był zwykły, czekoladowy batonik.

Odciski palców George’a Stinneya Juniora (Michael Pronzato/Post and Courier). Niezwykle ciekawym jest fakt, że odciski do policyjnego archiwum potrafiono zdjąć, lecz odciski z miejsca zdarzenia, żeby dokładnie zbadać sprawę, już nie.

70 lat później

17.12.2014r.
Karolina Południowa.
Sędzina Carmen T. Mullen stwierdza, że sprawa czternastoletniego George’a, to “wielka i fundamentalna niesprawiedliwość“. Ponowna rozprawa rusza na korzyść dla nieżyjącego już chłopca oraz dla jego cierpiącej i zniecierpliwionej na nowe rozwiązanie sprawy siostry Aime, która zawsze powtarzała, że w pechowy dla Betty i Mary dzień cały czas była z bratem, i nie było możliwości, by ten dopuścił się zbrodni.
Rodzina zabitych dziewczynek jest oburzona nowym światłem sprawy i stoi twardo przy zdaniu, że chłopak zeznawał i podczas zeznań, z własnej woli przyznał się do winy.
Ale sędzina Mullen nie daje wiary argumentom z 1944 roku, i unieważnia winę chłopca, gdyż jego rozprawa była farsą i pasmem niedorzeczności.

W tle tej historii pojawiąją się również badania, które mówią, że ktoś o posturze George’a Jr. nie miał prawa zabić w tak brutalny sposób dwóch innych ludzi. Na jaw wychodzi fakt, że dziewczynki miały ślady uderzeń ciężkiej, potężnej belki i George nie miał tyle siły by ją podnieść, nie mówiąc już o zadawaniu śmiertelnych miażdżących ciosów.
W szeptach również roznosi się plotka, że ktoś w Alcolu na łożu śmierci przyznał się do winy, a zaraz potem odszedł.

Pytania

Zastanawia mnie, czy jeśli dziś istniałaby kara śmierci, to czy powinny jej również podlegać dzieci?
Ktoś może powiedzieć, że nie, bo one nie wiedzą tak naprawdę co robią, i jeśli któreś z nich zabiło, to nie zna prawdziwej wartości życia, i nie wie jaką głupotę popełniło, było niedojrzałe i nieświadome. Na pewno?
Czy niedojrzałością i nieświadomością można nazwać sytuację, w której pięcioletni chłopczyk krzyczy do kolegi na huśtawce “Zamknij kurwa tę mordę!“? A przecież jest to sytuacja, którą każdy z nas już z pewnością gdzieś widział. Czy niedojrzałością i nieświadomością można nazwać sytuację, w której dziesięcioletnia dziewczyna śpiewa rymowanki o spermie? Cóż… mijałem taką damę niedawno. Aż w końcu czy nieświadomością można nazwać sytuację, w której ośmioletni chłopiec mówi do mamy, że jak dorośnie, to ją zabije, bo chce być jak AWENDŻERS, im nikt niczego nie zabrania. Nie mówiąc już o nastolatkach, którzy zabijają kolegów w szkołach; nożem, bronią.
Gdzie dzisiaj kończy się dzieciństwo, dziecko?
Czy jest to kwestia wieku, rozmiaru ciała,
a może stanu psychiki?
Z nią zdaje się być coraz gorzej.

Mateusz Jańta

_____________________________

Źródła:
http://www.wikiwand.com/en/George_Stinney
https://www.vintag.es/2019/03/george-stinney-jr.html
http://wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,23974133,14-latek-na-krzesle-elektrycznym-gdy-wlaczono-prad-zbyt.html
https://pl.wikipedia.org/wiki/George_Junius_Stinney
https://en.wikipedia.org/wiki/George_Stinney

Dodaj komentarz