Strach

Odnajduję jakąś żenadę w tym, że jako ludzie potrafiliśmy sobie stworzyć ze strachu rozrywkę. Nie jest to zwykły rodzaj żenady, bo jest on wymieszany z jakąś desperacją i pustką, które chcą być zapełnione na chwilę szybkim biciem serca.
Oczywiście nie sądzę, że powinniśmy teraz usunąć wszystkie horrory, domy strachów, powieści grozy. Całkowite usunięcie tzw. przerażaczy z naszego życia jest już nie możliwe, bo zawsze gdzieś, choćby w jakiejś ciemnej piwnicy, będzie walać się książka o psychopacie mordującym samotne matki.
Chodzimy więc do kina na coraz to bardziej krwawe filmy. Kręcimy pranki, na których straszymy naszą babcię, i wklejamy to do internetu. Babcia kiedyś zejdzie na zawał przez te straszenie…
i wtedy ona nas będzie straszyć.
Obchodzimy Halloween w komercyjnej formie, a jeśli nie obchodzimy, to obserwujemy, jak inni obchodzą je za nas. I tak dalej.
Co mnie ciekawi najbardziej, to wrażenie, że nasze zachowanie zdaje się być trochę nie fair w stosunku do tych, którzy na co dzień przeżywają realny strach, spowodowany realnym zagrożeniem.
Powiesz “No dobrze, ale to analogicznie, jeśli się zakocham, to mam nie wiązać się z kimś, bo będzie to nie fair w stosunku do tych, co nikogo nie mają?“. Sęk w tym, że strach jest postrzegany za coś negatywnego.
Powiesz “Nie prawda. Można się pośmiać czasami strasząc kogoś.
W porządku. Tylko czy to wtedy jest strach w swojej czystej postaci?
Czy uważasz, że zrobienie komuś “Boo!” jest równie straszne z tym, co przeżywa nastolatka schwytana przez pięciu cwaniaków. Trzech z nich ją trzyma, a dwóch rozbiera. Ona wie, co się zaraz stanie.
Czy Freddy Krueger wyskakujący z ekranu budzi ten sam strach, co SS-Mann, który odliczał co drugą osobę z rzędu więźniów Auschiwtz, po czym wyciągał swoją broń?
Czy klaun Pennywise goniący w filmie jakieś dziecko, by je połamać i zjeść, jest tak samo straszny, jak dźwięk strzałów z AK47 za oknem rodzeństwa, mieszkającego w Syrii?
Czy może, to co nazywamy strachem, strachem nie jest, a tylko żałosnym szukaniem emocji zza kurtyny, bo w kinie lub przed książką jest bezpieczniej?
Zastanawia mnie, czy ten trend straszenia, to wymysł naszej kultury, czy było to już wcześniej, np. w latach 40stych ubiegłego wieku, i dawniej. Nie wydaje mi się, ale mogę się mylić.
Ciekawi mnie również to, czy erę na wyskakujące ciemne postaci zza rogu, albo pojawiające się zakonnice w łazience można nazwać przywilejem ludzi pierwszego świata, ludzi “bardziej cywilizowanych”. Są przecież osoby na tym świecie, które wszystko oddałyby za to, żeby się już nie bać. Bo czy osoba, która przeżyła realny strach (w dzieciństwie przez ojca, w dorosłości przez męża/żonę…) będzie szukała potem tego strachu w miejscach, w których my go szukamy?
Właśnie… szukamy.
Czy moralnie dobre jest to, że my gonimy za uczuciem w brzuchu, od którego inni tak bardzo chcą uciec?

Fot. Riccardo Pelati, Unsplash.com

Dodaj komentarz