Długość dźwięku samotności

fight-club-3

Ostatnio zastanawiam się czy samotność w ogóle istnieje. Według sztywnych internetowych definicji to stan emocjonalny, który budzi w nas uczucie niezrozumienia przez innych. Uczucie złudnej własnej wyjątkowości, zmęczenia otoczeniem i marudzenie, że nie dogadujemy się z resztą, bo nie mamy tych samych myśli, zainteresowań bla bla bla. Jednak spójrzmy na to innym okiem.

Gdy postawimy obok siebie dziesięciu gitarzystów, tworzą oni grupę, którą spaja zamiłowanie do muzyki. Gdy postawimy obok siebie dziesięciu murarzy, tworzą oni grupę, którą spaja cement i zamiłowanie do budowlanki. Gdy postawimy obok siebie dziesięć prostytutek, tworzą one grupę, którą spaja zamiłowanie do łóżkowego crossfitu. Mają one (jak i reszta) wspólną pasję, tematy, podobny tok myśli, i wg. definicji samotności nie można ich nazwać samotnymi, bo mają do kogo się sensownie, na konkretny temat odezwać.
A teraz postawmy obok siebie dziesięciu „samotników”. Każdy z nich będzie milczał lub zacznie marudzić, że jest mu źle i takie tam. Więc stworzy nam się grupa, którą będzie spajać zamiłowanie do narzekania i robienia innych wszelkiej maści rzeczy, które będą wkurwiać otoczenie. Automatycznie definicja samotnika przestanie ich dotyczyć, ponieważ każdy z nich będzie miał coś wspólnego z negatywnym kolegą obok. Tym krótkim eksperymentem dochodzimy do wniosku, że samotność nie istnieje dopóki nie stworzymy sobie jej sami, przez lenistwo i wypieranie myśli, że możemy jeszcze znaleźć podobnych nam ludzi.

Kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu.

Mój kolega Robert (imię zmienione) gdy tylko się gdzieś widzimy zawsze sypnie dawką pesymizmu. Gdyby na pesymizmie szło piec ciasta, byłby królem wypieków, bo tego głównego składnika nigdy mu nie brakuje. „Dziś już nie ma normalnych kobiet”, „Książki dziś są słabe”, „Nie ma dobrych filmów dzisiaj, kiedyś było inaczej”. Robert jest sam, a każdą kobietę, z którą uda mu się spotkać odrzuca swoją czarną wizją świata. Dlaczego o nim piszę? Ponieważ jeśli utożsamiasz się z przynajmniej jedną rzeczą, którą mówi Robert to pamiętaj: musisz kurwa wziąć świat taki jaki jest i w nim szukać zalet, jeśli nie chce Ci się stworzyć czegoś swojego i dać to światu. Otóż moi drodzy samotność u większości ludzi bierze się stąd, że nie akceptują swojego otoczenia (lub ono nie akceptuje ich), ale są zbyt leniwi żeby stworzyć swoje własne. Powoli dochodzę do wniosku, że samozwańczy samotnicy, to społeczność roszczeniowców wobec świata. Przy czym najśmieszniejsze jest to, że oni sami nie wiedzą, czego od tego świata żądają. Są po prostu nieszczęśliwi, więc „świecie to Twoja wina! Nie potrafisz mnie zadowolić”. W moich kręgach znajomych jest tylko jedna osoba zanurzona w świecie blogerów (JOLA-DK polecam). Bez żadnego otoczenia wielkimi pisarzami sam potrafiłem stworzyć sobie rosnącą społeczność, która z chęcią wejdzie w każdy mój nowy tekst i nie czekałem, aż ktoś przyjdzie i powie „A może zaczniesz pisać? Ja to będę czytał obiecuję”. Zakładając bloga i fanpejdża nawiązałem kontakt z ludźmi, którzy mnie rozumieją, więc Ty też nie bądź produktem otoczenia, stwórz swoje własne.

Redefinicja

Myślę, że ludzie zbyt szybko diagnozują siebie jako cierpiących na samotność. Mylą ją ze strachem i tchórzostwem przed podjęciem kroków w kierunku własnego szczęścia. Marzą o tym żeby pić rano kawę w ramionach partnera, żeby w nocy położyć się wtulonym w ukochaną osobę, żeby usłyszeć po powrocie do domu „I jak minął dzień?” a gdy będą stali przed wyzwaniem „Dasz radę!”. Pragną iść przez miasto z kimś za rękę czując dumę, że potrafili osiągnąć spełnienie przy drugiej osobie, a gdy któreś z nich będzie schorowane chcą przynosić sobie herbatę z miodem i opiekować się ona swoim mężczyzną lub on swoją kruszynką, czując się potrzebnym. Ta wizja jest do zrealizowania, ale do realizacji nie dojdzie dopóki będą co wieczór odświeżali Messengera lub czekali jak głupi z nadzieją na wiadomość w dowolnej aplikacji, licząc na to, że to ona coś zmieni lub ich chujowe zdjęcie profilowe z piętnastoma filtrami przyciągnie potencjalną ofiarę.

*

Do pokoju ktoś zapukał. Otworzyłem drzwi, to ona. W sumie to się jej spodziewałem.
Wejdź, kawa gotowa
Świetnie, przyniosłam oscypki z żurawiną
Kawa i żurawina? Może założę nową rolkę papieru w toalecie…
Głupek. Siadaj musimy pogadać. – odsłoniła firankę w kuchennym oknie i usiadła. Widok Tatr za szybą wywołał u nas ciszę na ok. 4 minuty. Dosiadłem się do stolika z góralskim obrusem i jakimś czymś z porcelany.
Jak wyjedziesz, znów zostanę tu sama z tymi pieprzonymi górami. – powiedziała zagryzając pierwszego oscypka wytaplanego w żurawinie, której kilka kropel opadło na obrus. – Ja, misiek z Krupówek, sarny i barany.
Przesadzasz. – biorę łyk kawy – Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że w jednym z najbardziej obleganych miast w Polsce, gdzie w tłumie facetów i kobiet możesz wybrednie przebierać czujesz się samotna?
No właśnie w tym jest problem… w tłumie. Wiesz że od lat chodzę po górach, urodziłam się tu, i z doświadczenia wiem, że jeśli chcesz poznać i zobaczyć coś nowego i coś co Cię zaskoczy to musisz zejść ze ścieżki, którą chodzą właśnie te tłumy. Znalazłam dziesiątki miejsc na które nie prowadzą szlaki i są przepiękne, ale z ludźmi jest jakoś inaczej. U nich nie idzie tak łatwo znaleźć tej jednostki, która wprawi mnie w osłupienie. Może mam za duże wymagania.
–  Nigdy nie obniżaj swoich wymagań, bo skończysz u boku Romana z piwem. Pracujesz nad sobą, więc wymagaj też pracy od kogoś. Mówisz, że znalazłaś piękne miejsca?
Tak.
Jak długo ich szukałaś?
No przez całe życie. Najpierw z tatą, potem sama.
A szukałaś bo?
Bo mi zależało i chciałam zobaczyć coś innego.
Na ludziach też Ci tak zależy?
Tak! Do czego dążysz?!
Jaki z tego morał Natalia?
– Że tych konkretnych trzeba szukać… – odpowiedziała po chwili.
Jak?
Cierpliwie…
…i tylko wtedy, kiedy Ci naprawdę zależy na ich znalezieniu. Zuch dziewczyna! – wykrzyczałem.
Nienawidzę Cię. Co dziś robimy?

Mateusz Jańta

Nakarm lajkiem na facebook’u
www.facebook.com/mateusz.janta

Komentarze (2)

  1. Okreslenie siebie lub kogos jako osoby samotnej zalezy od tego jak wlasciwie rozumiemy sama definicje samotnosci. Jednak pomimo tego, ze stworzymy jakas grupe nie zawsze oznacza to, ze samotni przestaniemy byc. Mysle, ze to pewnego rodzaju stan umyslu, moze powielanie zachowan (?) wyuczonych w dziecinstwie, a juz na pewno nie zawsze jest ona swiadomym, lub mniej swiadomym wyborem.
    Dobry tekst, pozdrawiam 🙂
    A skad przytoczony fragment na koncu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *