Jest 30 minut po północy, kiedy piszę ten tekst. Właśnie wygrałem wojnę z dwoma osami, które wleciały do mojego mieszkania. Wiedziałem, że przy nich nie zasnę. Jestem pewien, że gdy tylko zamknąłbym oczy, podleciałyby do mojej twarzy, żeby według wcześniej ułożonego planu ją użądlić. Wygrałem, ale walka oczywiście nie była wyrównana. Miałem w dłoni szmatę, którą machałem jak mieczem, im jednak pozostały niewielkie skrzydełka (no i żądła). Zwycięstwo więc nie smakuje jak należy. Nie smakuje w ogóle. Dokładnie tak samo, jak kiełbasa, którą pewnego ciepłego południa grillowali pod sklepem budowlanym, którą można było dostać za paragon z owego sklepu, którą przez polski gen w sobie odebraliśmy z Kasią, bo akurat mieliśmy paragon i przez poranne zabieganie dopadł nas głód, i którą przez potknięcie się o gumowy krawężnik Kasia wypuściła z talerzyka na wolność, żeby ta mogła się potoczyć swój ostatni raz po parkingu. Zostaliśmy ze spojrzeniami, jakbyśmy w grze komputerowej tuż przed metą stracili właśnie ostatnie życie.
Moje pisanie dzisiaj jest jak ta kiełbasa. Toczy się i nie wiadomo, gdzie zaparkuje. Być może nie zaparkuje w ogóle i odjedzie hen daleko, jak rozum nauczycieli i władz szkoły, do której we wrześniu idzie mój siostrzeniec, dostając od nich listę kilkudziesięciu produktów, które musi donieść do szkoły jeszcze przed rozpoczęciem roku. Nie możesz kupić piórnika z wyposażeniem, bo w środku są kredki nie tej marki co trzeba. Klej, gumki, ołówki tak samo muszą być jednej firmy. Bloki białe i kolorowe mają mieć określone odcienie i być w tylu sztukach, żeby kilka z nich można było schować na zapas do szafki. Musi być ich nadmiar, nadmiar, nadmiar. Zapomnij o kupowaniu na wypadek potrzeby. Chcemy to wszystko już, teraz, i dużo. Tyle, żeby rozdawać dzieciom, których rodzice mają wszystko w dupie, którzy żebrzą i wołają o pieniądze (ale na miejsce, z którego wołają dojeżdżają taksówkami), i których myślenie wyłącza się wraz z kliknięciem w przycisk „złóż wniosek o wszystko”. Ale tego ci akurat nie powiemy.
I ja dziś już też nic więcej nie powiem.
M.
Podoba ci się moja twórczość? Możesz postawić mi kawę klikając tutaj, kupić moją książkę w papierze tutaj, albo w wersji ebook bądź audiobook tu.
Fot. Marko Anastasijevic, Unsplash