Tydzień w plecy 32: Ramiona szalonego życia

Dziś nie mam nic do powiedzenia.
To również trzeba umieć sobie powiedzieć.
Mam dla was za to trochę pięknej poezji.

 

wiersz dla pucybuta

ślimaki wspinające się na skały w Santa Monica
zachowują równowagę;
to szczęście iść Zachodnią
podczas gdy dziewczyny w salonie masażu
pokrzykują na ciebie: „cześć, kochanie!”
to cud, kiedy masz 55 lat
i kocha cię 5 kobiet
i to piękne, że ty możesz kochać
tylko jedną z nich.
to prawdziwy dar mieć córkę subtelniejszą
niż ty sam, śmiejącą się wspanialej
niż ty.
spokojem napełnia człowieka jazda po ulicach
niebieskim garbusem z 67 roku
z radiem – jak u nastolatka – nastawionym na
Rozgłośnię Fajnych Gości Pełnych Życzliwości:
czujesz słońce i słyszysz pewny pomruk
motoru po remoncie generalnym, kiedy
przedzierasz się między innymi samochodami.
to prawdziwa łaska móc lubić muzykę rockową,
muzykę symfoniczną, jazz…
wszystko, w czym tkwi pierwotna energia
radości.
a prawdopodobieństwem, które powraca
jest dołek głęboki jak piekło
ty sam rozpłaszczony między
gilotynami ścian
wściekły, kiedy dzwoni telefon
albo słychać czyjeś kroki;
ale jest jeszcze inne prawdopodobieństwo –
ten rozbujany wzlot, który zawsze nadochodzi potem
i który dziewczynę przy kasie
w supermarkecie zmienia w
Marilyn
albo Jackie zanim sobie znalazła kochanka z Harvardu
w tę dziewczynę z liceum, którą wszyscy
odprowadzaliśmy do domu.

właśnie to pomaga wierzyć
że jest coś oprócz śmierci:
ktoś w samochodzie jadącym zbyt wąską ulicą.
kto zjeżdża na bok, żebyś mógł przejechać
albo stary zawodnik Joe Przystojniak
który teraz pucuje buty
przepuściwszy duże pieniądze
na hulanki
kobiety
i pasożytów
mruczy, chucha na skórę
trze szmatką
spogląda w góre i mówi:
„niech to diabli, przez chwile
byłem królem, warto
było”.

bywam zgorzkniały
ale czasem życie smakowało
słodko. boje się tylko
to powiedzieć. to tak
jak kiedy twoja dziewczyna mówi:
„powiedz, że mnie kochasz” a ty
nie możesz.

jeżeli zobaczycie mnie uśmiechniętego
w moim niebieskim garbusie
jadącego na żółtym świetle
pędzącego prosto ku słońcu
będą właśnie schwytany
w ramiona
szalonego życia
i będę myślał o cyrkowcach na trapezie
o karzełkach z wielkimi cygarami
o rosyjskiej zimie na początku lat czterdziestych
o Chopinie z woreczkiem polskiej ziemi
o starej kelnerce przynoszącej mi dodatkową
filiżankę kawy
i śmiejącej się przy tym.

najlepszych z was
lubię bardziej niż myślicie.
inni się nie liczą
ot, mają palce i głowy
niektórzy oczy
a większość z nich nogi
a wszyscy
dobre i złe sny
i jakąś drogę do przejścia.

sprawiedliwość panuje wszędzie
karabiny maszynowe i gliniarze
i ogrodzenia przekonają was o tym
właśnie tak.

~ Charles Bukowski
przeł. Leszek Engelking

 

Podoba ci się moja twórczość? Możesz postawić mi kawę klikając tutaj, kupić moją książkę w papierze tutaj, albo w wersji ebook bądź audiobook tu.

Fot. ÉMILE SÉGUIN , Unsplash

Dodaj komentarz