Tydzień w plecy 30: “Czy już możemy?”

Leżę i czekam. W moje oczy bije ostre, białe światło, a znieczulenie rozpływa się po wardze, podniebiu, wypełnia dziąsło. Czekam, czekamy. Dentysta opiera się o półkę z narzędziami, a w tle gra przyjazna muzyczka, jak gdyby wzięta z tła gry “The Sims“. Niezręczność. Dentysty nie boję się w ogóle, ale jedyna rzecz, która męczy mnie jeszcze zanim się u niego zjawię, to kwestia znieczulenia, a raczej pytań z nim związanych. „Czy już możemy? Niczego pan nie czuje?”. A skąd ja mam to wiedzieć? Wydaje mi się, że na co dzień nie skupiam się na czuciu zębów i nie wiem jak to jest, kiedy się je czuje. One po prostu są. Czułbym, gdyby ich nie było. Ale trzeba coś odpowiedzieć. “Jeszcze chyba czuję“, mówię dla bezpieczeństwa. Nie chciałbym, żeby dentysta zaczął wiercić, a jak nagle zmieniłbym zdanie. Więc znowu muzyczka. Zupełnie jakbym czekał na linii, żeby dopiero umówić się na wizytę. Mam wrażenie, że cała obecna rzeczywistość buja się w ten zapętlony, wolny, psychodeliczny rytm.
I raz, dwa, trzy – mamy nowego prezydenta.
I cztery, pięść, sześć – będziemy w końcu bogatym narodem.
I siedem, osiem, dziewięć – Jezus królem Polski.
I dziewięć, osiem, siedem – afera za aferą.
I sześć, pięć, cztery – zgon na hulajnodze.
I trzy, dwa, jeden – hulaj dusza, piekło jest tutaj.

Czy już możemy? Niczego pan nie czuje?
Możemy. Nitsch nie tshuje

M.

 

Podoba ci się moja twórczość? Możesz postawić mi kawę klikając tutaj, kupić moją książkę w papierze tutaj, albo w wersji ebook bądź audiobook tu.

Fot. Ozkan Guner, Unsplash

Dodaj komentarz