Utknąłem między
pytaniami
a odpowiedziami.
Czuję się,
jakbym płynął chwiejną łódką
po spokojnym morzu szarych twarzy,
lecz to we mnie trwał sztorm.
Tak bardzo nie chcę
wypaść na zewnątrz.
Nie potrafię pływać

w codzienności.

– Mateusz Jańta

Jest spojrzenie
warte utracenia widoku
na wszystkie cuda.
Lekkość w ruchach
warta znoszenia

dla niej

wszelkich ciężarów.
I zapach włosów,
dla którego zrezygnuję

z całego świata.

– Mateusz Jańta

Przestało mnie zaskakiwać,
jak wielu ludzi,
gdy spadają jesienne liście
spada wraz z nimi,
w środku,
w sobie,
na wystygłe chodniki uczuć,
zdeptanych banałem świata.

– Mateusz Jańta

Zabiła mnie dziś
pustka wielkiego miasta.
Zmęczone dusze
zostały w swoich
zmęczonych ciałach
rozkładających się pod sufitami
ciasnego szczęścia.
Gdy wzejdzie nowe słońce,
chłód jego światła
zreanimuje martwe umysły.
Miasto stanie się cyrkiem
tętniącym nieżyciem,
a ja znów zginę
od jego pustki,
bo przecież nic się nie zmieni.

– Mateusz Jańta

*

Szanowna Pani.

Świat stał się dla mnie
za głośny.
Hałas jego absurdów i nonsensu
rani krwawiący we mnie
krzyk myśli.
Proponuję ucieczkę.
Nawet jeśli droga do ciszy
będzie prowadzić
przez wieczną mgłę,
warto zabłądzić w niej razem.
Nie czekajmy.

– Mateusz Jańta