Modły głośniejsze od myśli.
Sezonowość świata zabija
wszystkich.
Pustynia umysłów,
a potem
bez umysłów pustynia.
Płoniemy, mimo że pada
gęsty deszcz.

– Mateusz Jańta

Ulatniamy się,
parujemy
podgrzewani promieniami
niepotrzebności.
I chociaż spadamy na co dzień,
to któregoś dnia spadniemy
jako deszcz,
znów na chwilę obmywając świat
ze złudzeń.

– Mateusz Jańta

Czerń się wylewa
i wlewa
jednocześnie.
Nie ma drugiego takiego
uczucia.
Możesz dostrzec piękno
przypadkowo spotkanej kobiety,
księżycem się zachwycać,

ale w środku smoła,
smoła w środku.

– Mateusz Jańta

Ślepota ich wizją,
charyzmą martwe usta.
Nieludzie
nieludzi mają pod sobą.
Deszcz śliny wypełnia
rzeki zaćmienia.
I tak nie-
żyją
nieludzie
w tym swoim nie-
szczęściu.

– Mateusz Jańta

Ich słowa brzmią
jak łamane kości.
Przestaję słuchać,
i wtedy sam się
łamię,
składam,
leżę,
nie wstaję, bo
cisza, co igłą była ukłuta,
cała sobą kłuć zaczęła.

– Mateusz Jańta

Śmierć zimna jest przecież,
a Ty
ogrzewasz mnie najbardziej,
gdy upadasz
i umierasz na chwilę.
Na nocnym niebie
widzę wtedy duchy.
Dajcie mi siły, mówię.
Siły mi dajcie,
a jeśli światło,
to tylko w czyichś oczach.

– Mateusz Jańta