Fragmenty fikcyjnych listów, których nie dokończę


Jad ze mnie cieknie, wiem. Nie mam go na kogo wylać. Ty potrafiłaś go słuchać i przytulając się do mnie go zatrzymać, uspokoić. Każda kobieta to potrafi. Wystarczy, że oparte o mężczyznę położycie swoją dłoń na jego klatce piersiowej, spojrzycie głęboko w oczy, uśmiechniecie się i przegrywamy, malejemy, ulegamy. To całe pieprzenie o twardzielach, facetach z westernów jest na nic. Możemy mieć milion rewolwerów na sobie, ale strzał z waszego spojrzenia jest najmocniejszy. Czytaj dalej “Fragmenty fikcyjnych listów, których nie dokończę”

Piąte wzgórze

Wzgórza. Zamieć. Lekkość. Pustka. Pustka. Pustka. Dom. Pukanie.

– W końcu się ciebie doczekaliśmy. Witamy, witamy. Rozgość się. – wychudzony czterdziestolatek, z papierosem w gębie i potarganym garniturze przywitał go u progu drzwi. – Wchodzisz? Ha! Nie myśl o powrocie, bo go nie ma. Z resztą sam zobaczysz, że nie będziesz chciał tam wracać. No zrób ten krok w przód, bo mi śnieg wlatuje do domu. Taaak, ciuchy zostaw w kącie. Będę w salonie. Czytaj dalej “Piąte wzgórze”

Farma ludzi upadłych

Do mieszkania weszło Coś. „Cuchnie tu.” – pomyślało. I faktycznie obskurne mieszkanie było wypełnione odorem szczyn. Obdarte tapety były pokryte pleśnią rozwiniętą do tego stopnia, że można było jej powiedzieć dobry wieczór i liczyć na odpowiedź. Kroki w ciężkich, czarnych butach roznosiły się po wszystkich czterech pokojach, tak samo jak kapiące z długiego, czerwonego płaszcza krople deszczu. Tej nocy w Preenfeld było wyjątkowo ulewnie. Czytaj dalej “Farma ludzi upadłych”