Czerń się wylewa
i wlewa
jednocześnie.
Nie ma drugiego takiego
uczucia.
Możesz dostrzec piękno
przypadkowo spotkanej kobiety,
księżycem się zachwycać,

ale w środku smoła,
smoła w środku.

– Mateusz Jańta

Ślepota ich wizją,
charyzmą martwe usta.
Nieludzie
nieludzi mają pod sobą.
Deszcz śliny wypełnia
rzeki zaćmienia.
I tak nie-
żyją
nieludzie
w tym swoim nie-
szczęściu.

– Mateusz Jańta

Ich słowa brzmią
jak łamane kości.
Przestaję słuchać,
i wtedy sam się
łamię,
składam,
leżę,
nie wstaję, bo
cisza, co igłą była ukłuta,
cała sobą kłuć zaczęła.

– Mateusz Jańta

Śmierć zimna jest przecież,
a Ty
ogrzewasz mnie najbardziej,
gdy upadasz
i umierasz na chwilę.
Na nocnym niebie
widzę wtedy duchy.
Dajcie mi siły, mówię.
Siły mi dajcie,
a jeśli światło,
to tylko w czyichś oczach.

– Mateusz Jańta

O, otchłani…
Moja najwierniejsza.
Chcę Ci powiedzieć,
że jestem już zmęczony.
Gasnę,
żarząc się samym kolorem.
Jeśli będziesz czegoś chciała,
mam nadzieję, że wiesz,
jak mnie znaleźć.

Ja tego nie wiem.

– Mateusz Jańta

Widziałem
jak Ona
ulatnia się wraz ze mną,
zostawiając za sobą
zaślepione życiem ciało.
Po cichu, siedząc ze swoim
wrażliwym pięknem
z dala od reszty ludzi.

Jest jakaś siła, myślę,
w tym Jej szczerym okazywaniu
bezsilności
wśród tłumu.

– Mateusz Jańta

Duszno tu.
W powietrzu brokat.
Świat znów
zasłonił się nim
i błyszczy.
Świat,
co za dnia
chodzi w płaszczu
z kłamstw szytych na miarę.
Wieczorem zaś modły wznosi.

“Panie, niech on tylko
na podmuchy prawdy
będzie odporny.”

– Mateusz Jańta