A potem
wszechświat
zawitał do mojej głowy,
ze zmęczonymi ucieczką
przed dniem gwiazdami.
“Tu jesteście bezpieczne”,
mówię.
“W wiecznym mroku
pytań
rozbłyśnijcie mocno,
oświetlając chociaż jedną
odpowiedź.”

– Mateusz Jańta

Zasnąłem.
Zamknąłem oczy na chwilę,
na świat,
na życie.
Jednym susem przeskoczyłem
z ciemności w ciemność,
w której
twoje bujne włosy światłem.
Często mam chęć
zalać tę ciemność
łzami,
a potem
nauczyć się w nich pływać,
widząc spod ich powierzchni
twój promień,
i wiedząc, że gdzieś tam
jest jeszcze piękno,
tylko go nie sięgam.

– Mateusz Jańta

… aż w końcu pociąg.
Przedział,
a w nim
kobieta.
Piękna.
Jej uśmiech, oczy,
lekkość bycia
w mieście, którego chłód
drapie kości.
I moje myśli
brudne
jak peron.
Pełne jej rozebranej
i jędrnej
duszy.
Świat na chwilę
nabrał jej barw.

– Mateusz Jańta

Świat na chwilę umarł
w białych ścianach
trawiących jego obłęd.

Chłód. Szarość.
Gdzieniegdzie krążą
resztki potłuczonych
charakterów.
Błądzą wzrokiem po brudzie.
W powietrzu płonie
rozpaczliwe echo pytania
“Gdzie jestem?”.

“Wewnątrz!”,
odpowiedział nikt.

– Mateusz Jańta

Znowu płonę.
Puszczam z dymem siebie,
ciebie,
wszystko,
wszystkich.
Straciłem kontrolę
nad tym ogniem.
Wystarczyła chwila
nieuwagi,
żeby wejść w żar
pustej nieskończoności.

– Mateusz Jańta

Wiele z odkrytych lądów
odpycha mnie swoją
jałowością.
Twój,
ubrany w zwiewną suknię
z gęstych lasów
myśli,
powoduje że chcę się w nim
zgubić.
Zatracić cały
w zalewających ciepłem
delikatnych falach
twoich włosów.

– Mateusz Jańta